Mało znany temat Ogólnopolskich i Międzynarodowych Seminariów Numizmatycznych w Muzeum w Praszce i Międzynarodowych Spotkań Miłośników Pieniądza Zastępczego w Bardzie znalazły swój finał w postaci starannej publikacji poświęconej kolekcjonerstwu. Redaktorami są Andrzej Musiał, Zbigniew Szczerbik i Konrad J. Waluś.

Autorami rozdziałów poświęconych regionowi płockiemu są Konrad J. Waluś i Jan H. Waluś. Opisaną w książce ciekawostką jest obecność na płockim rynku w XIX wieku pieniądza wojskowego 4 pułku strzelców na co dzień stacjonującego w Kutnie, a w okresie wiosenno-letnim w Płocku. W Płocku pułk zbudował obóz letni we wsi Kostrogaj 3 km od miasta (obecnie dzielnica Płocka). Znane są wizerunki dwóch monet o nominale 1 i 2 kopiejki, wyemitowanych przed 1888 rokiem, wartość była równa monecie obiegowej. Pułk opuścił Kutno i Płock w 1910 roku, obecnie nie ma po obozie śladu. Na cmentarzu garnizonowym w Płocku pozostał grób jednego z rosyjskich żołnierzy. Równie interesujący jest epizod z powojennej historii Płocka. Wyzwolenie miasta nastąpiło 20 stycznia 1945 roku. W drugiej połowie lutego w całym kraju rozpoczęto wymianę marek niemieckich dotychczas funkcjonujących w płockim obiegu płatniczym na złotówki lubelskie, walutę przyjętą dekretem PKWN. Zgodnie z dekretem dorosły mieszkaniec Płocka otrzymywał 250 marek lubelskich.  Złotówki lubelskie spływały do Płocka wolno. W trosce o zapewnienie płynności finansowej wśród mieszkańców i w zakładach pracy Rada Miejska Płocka wyemitowała papierowy pieniądz pomocniczy. Nie funkcjonował długo, ale spełnił swoje zadanie.

Książka jest bogato ilustrowana.

Tekst: Milena Gurda-Jaroszewska


O POTRZEBIE TWORZENIA WIDZEŃ

Tekst Stefana Themersona O potrzebie tworzenia widzeń, opublikowany po raz pierwszy w 1937 roku jest najważniejszym tekstem teoretycznym dotyczącym filmu awangardowego, jaki ukazał się w Polsce w okresie międzywojennym. Themerson (1910-1988) awangardowy artysta, prozaik, poeta, eseista, filozof, filmowiec i kompozytor; twórca koncepcji poezji semantycznej urodził się w Płocku w rodzinie lekarskiej, był uczniem Jagiellonki.  Pisał w języku polskim, francuskim i angielskim.

Jego książka, wydana w 2008 roku przez Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie to esej na temat historii kina. W 1980 roku Themerson napisał, że ta, odnaleziona w starym kufrze książka, należy już do przeszłości. Z tym całkiem zgodzić się nie można. Przedstawione w niej teorie na temat postrzegania świata są uniwersalne. Poezja była znacznie starsza niż wynalazek druku, przechowywała ją ludzka pamięć. Podobnie kino nie narodziło się z wynalazkiem braci Lumiére. Wcześniej była otwierająca nowe możliwości operowania obrazem camera obscura, laterna magica. Themerson wspomina okres kina niemego. Opowiada w książce o czasach, kiedy w najmniejszym nawet kinie było pianino, o starym taperze, który w kieszeni przechowywał butelkę wódki, a kiedy na ekranie pojawiał się obraz koguta potrafił zagrać na pianinie kukuryku. 

Wreszcie fotogramy. Zafascynowany Themerson szuka źródła obrazu u progu stworzenia. „Fotogramy są stare jak świat. Do niedojrzałego jabłka przykleił się mały listek. Świeciło słońce, jabłko zarumieniło się, ale nie pod listkiem. Kiedy Ewa zerwała jabłko, miłe dla oczu, strzepnęła listek, ale nie zauważyła, że na skórce jabłka powstał piękny, bladawy kształt listka. Nie zauważył tego Adam. Ani też autor Genesis (w przeciwnym wypadku wspomniałby o tym, co zrobił).”

Tekst: Milena Gurda-Jaroszewska


ZWIĄZKI GEN. JÓZEFA HALLERA I HALLERCZYKÓW Z PŁOCKIEM W LATACH 1917-1924

Generał broni Józef Haller (1873-1960), legendarny „błękitny generał” i jego związki z Płockiem to temat najnowszej książki dra Grzegorza Gołębiewskiego, znanego historyka i regionalisty, wydanej przez Książnicę Płocką w 100-lecie Niepodległości. (Płock 2018). Praca, bogato zaopatrzona w przypisy, składa się z dwóch części – ogólnej, opisującej w skrótowy sposób szlak bojowy i życie samego generała oraz tematycznej dotyczącej Płocka.

Z Płockiem układało się generałowi różnie. Podczas pierwszej wizyty w 1917 roku nie bardzo było komu go przywitać. Miejscowy establishment zignorował Hallera, generał się spóźnił i naprędce udało się zorganizować namiastkę komitetu powitalnego. Inaczej było w 1919 roku, na dostojnego gościa czekała brama triumfalna z napisem „Witaj wodzu bohaterski”. Z pośpiechu napisano „ch” zamiast „h”, zauważył to prezydent Płocka Aleksander Maciesza i na szybko zasłonięto owe nieszczęsne „c” gałązkami jałowca. Pierwsi powitali „żelaznego wodza” chlebem i solą robotnicy portowi w Radziwiu, a po przejechaniu mostu odbyła się właściwa ceremonia w Płocku.

Osobnym zagadnieniem jest opis stacjonowania hallerczyków w mieście oraz ich relacji z mieszkańcami. Gołębiewski nader ciekawie opowiada o zabawach, swobodnym prowadzeniu się płocczanek, zniesmaczeniu Marii Macieszyny na widok żołnierzy wyciągających szparagi z półmiska palcami. Wreszcie o śmierci 17-letniej Marysi Górnickiej, która zginęła w przypadkowej strzelaninie między żandarmami a wracającymi do miejsca zakwaterowania wojskowymi – hallerczykami i Francuzami. Strzelaninę zainicjował Francuz. Marysia była jedyną córką z drugiego małżeństwa znanej w Płocku rodziny Górnickich. „Tragiczny wypadek z udziałem żołnierzy francuskich i polskich musiał wpłynąć na zmniejszenie sympatii do hallerczyków i wojska w ogóle.”, pisze Gołębiewski.

Bardzo ciekawa to książka. Polecamy.

Tekst: Milena Gurda-Jaroszewska


100 LAT LICEUM OGÓLNOKSZTAŁCĄCEGO W SIERPCU 1916-2016

„Dziś z perspektywy czasu i przestrzeni widzę, jak bardzo ryzykowne i nieprzemyślane były nasze poczynania. Byliśmy jeszcze w czasie trwania stanu wojennego. Wspaniałomyślnie zachowała się nasza wychowawczyni. Z punktu widzenia zaostrzonych praw i obowiązków w tamtym czasie mogłoby się to zakończyć naprawdę nieciekawie”, wspomina absolwentka (1983) Małgorzata Meller-Mazzocchi w imponującej monografii Liceum Ogólnokształcącego im mjra H. Sucharskiego w Sierpcu. Ta blisko 600-stronicowa książka to praca zbiorowa pod redakcją Magdaleny Staniszewskiej, obejmuje zarówno historię, jak i prezentację obecnego oblicza szkoły.

Na początku XX wieku w Sierpcu chłopcy po wykształcenie musieli jeździć do Płocka lub innej miejscowości. Dziewczęta mogły uczyć się na Pensji Żeńskiej Anny Piniarowicz. Nic więc dziwnego, że społeczeństwo sierpeckie za punkt honoru postawiło sobie powołanie szkoły męskiej. 20 września 1916 roku uroczyście otwarto Progimnazjum Męskie Filologiczne, obejmujące klasy wstępną do czwartej. Placówka borykała się z problemami materialnymi i była wspierana przez bogatszych sierpczan, organizowano na jej rzecz koncerty i akcje charytatywne.  W 1926 roku z połączenia szkoły i pensji Anny Piniarowicz zostało utworzone Koedukacyjne Gimnazjum Polskiej Macierzy Szkolnej. Po wojnie szkołę upaństwowiono, jednak nauczyciele (m.in. dyrektor Zofia Gałęska) starali się utrzymać ducha starej placówki. Od 1947 roku można już mówić o gimnazjum i liceum.

Monografia  zawiera mnóstwo wiedzy o edukacji w Sierpcu w czytelnym układzie. Historia szkoły, wyczerpujące biogramy jej przedwojennych dyrektorów, wspomnienia wychowawców i uczniów  to zarazem historia miasta. Jeśli dodamy do tego bogate archiwum fotograficzne – dla regionalistów pozycja obowiązkowa!

Tekst: Milena Gurda-Jaroszewska


ZASTRZYK HUMORU

Dwójce płockich chirurgów chciało się „po godzinach” napisać książkę. Witold Paszta (ur. 1965) od 1994 r. pracuje w Pogotowiu Ratunkowym, a od 2009 roku w Lotniczym Pogotowiu Ratunkowym. Jego młodszy o 10 lat kolega Adam Lewandowski w Pogotowiu Ratunkowym pracuje od 2003 roku. Przez trzy lata spisywali własne przygody oraz relacje kolegów i koleżanek ratowników, kierowców i lekarzy. Powstała z tego całkiem pokaźna publikacja z grafikami Małgorzaty Luckner, podzielona na rozdziały według zawartości merytorycznej. Jedna z części opowiada o wylotach śmigłowca LPR na nieuzasadnione wezwania do osób nieprzytomnych. Po przylocie na miejsce w wielu przypadkach okazuje się, że chory oprzytomniał, bądź uciekł. Tytuł kolejnego rozdziału mówi sam za siebie: „Po spożyciu”. Otóż przygody ratowników z osobami pijanymi są nieprawdopodobne, podobnie jak sposoby radzenia sobie z delikwentami. Na izbę wytrzeźwień? Do szpitala? Czy po prostu odpuścić?

„W głowie się nie mieści” to z kolei część zawierająca najbardziej absurdalne historie. Wezwanie do pani pobitej przez męża, która na propozycje wyjazdu do szpitala odpowiada „Ale ja go bardzo kocham”. Zresztą bójki rodzinne to w pracy ratowników norma, podobnie jak smutne historie zaniedbanych osób w niezmienianych od wyjścia ze szpitala pampersach. Zdarzają się też wezwania do osób po prostu martwych. W rozdziale pieszczotliwie zatytułowanym „Kotki” lekarze opisują swoje doświadczenia z chorymi wymagającymi raczej konsultacji psychiatrycznej – na przykład do pana, który twierdził, że jest wierzbą. Książka napisana jest w narracji pierwszoosobowej, ociera się o groteskę. Autorzy zapowiadają część drugą.

Tekst: Milena Gurda-Jaroszewska


O Autorze