W roku 100-lecia odzyskania niepodległości Bodzanów, jedna z najstarszych miejscowości Mazowsza Płockiego,  doczekał się obszernej blisko 800-stronicowej monografii. Dziś już nie wszyscy pamiętają, że Bodzanów przez ponad pięćset lat, do połowy XIX stulecia miał prawa miejskie.

Ich nadanie (1351 r.) zawdzięczał Piastom mazowieckim. Do 1819 roku Bodzanów pozostawał własnością klasztoru św. Marii Magdaleny poza murami Płocka. W samym Płocku świadectwem obecności klasztoru jest nazwa ulicy Norbertańska.  Wraz z upadkiem Rzeczypospolitej wielowiekowa więź między klasztorem a miastem została zerwana. Cezurą w dziejach Bodzanowa był najazd szwedzki, który wydatnie przyczynił się do upadku miasta w XVII wieku. Przemiany społeczno-gospodarcze w XIX wieku doprowadziły do utraty znaczenia miasta i jego przemiany w osadę. Z pewnością tak władze carskie chciały ukarać Bodzanów za aktywny udział mieszkańców w powstaniu styczniowym. W statusie Bodzanowa niewiele zmieniło się w latach II Rzeczpospolitej. „Życie jego mieszkańców jakże podobne było do życia wielu mazowieckich osad okresu międzywojnia”, pisze jeden z autorów książki Janusz Szczepański. I przedstawia nękające mieszkańców podatki, choroby, ale też rozrywki, życie polityczne, nadchodzące widmo wojny.

Książka ma czytelny układ merytoryczny, każdy czytelnik bez zbędnego trudu znajdzie interesujący go okres w dziejach Bodzanowa – od pradziejów po lata 2000.

Autorami pracy są: prof. dr hab. Janusz Grabowski – wybitny znawca dziejów Polski piastowskiej i Mazowsza czasów staropolskich oraz prof. zw. dr hab. Janusz Szczepański – ceniony i zasłużony historyk polski i Mazowsza XIX i XX wieku i Zdzisław Leszczyński, historyk, regionalista kierownik Muzeum Wisły Środkowej i Ziemi Wyszogrodzkiej w Wyszogrodzie. Panowie Szczepański i Leszczyński urodzili się w Bodzanowie. 

Książka może być źródłem do samodzielnych badań.

Tekst: Milena Gurda-Jaroszewska


RZEŹBA

Bolesław Biegalski (1877-1954) – tak naprawdę nazywał się ubogi analfabeta, pochodzący z biednej wiejskiej rodziny z Koziczyna koło Płocka. Ogromny talent w chłopcu lepiącym gliniane figurki dostrzegł między innymi znany pozytywista Aleksander Świętochowski, zasugerował zmianę nazwiska na bardziej swojskie – Biegas, wykształcił i posłał na salony sztuki. Na przestrzeni zaledwie kilku lat wiejski chłopak przemienił się w rzeźbiarza. Odrzucił jednak doktrynę artystyczną swoich protektorów, co kończy się usunięciem go z Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. „Mały pastuch” był już pod wpływem poglądów estetycznych Młodej Polski i doskonale sobie radził bez akademickiego wykształcenia. „Siła twórcza powinna iść śmiało, odważnie naprzód.”, pisał. Rzeczywiste uznanie pozyskał w Paryżu, gdzie osiadł w 1901 roku. Za życia Biegas sprzedawał swoje rzeźby równie drogo, co znany na całym świecie Francuz August Rodin. Do dziś uchodzi za czołowego przedstawiciela kierunku symboliczno-secesyjnego nie tylko w rzeźbie polskiej. W Czytelni dostępna jest imponująca pierwsza monografia Bolesława Biegasa, autorstwa wybitnego francuskiego historyka sztuki – Xaviera Derynga, wydanej przez Polskie Towarzystwo Historyczne-Literackie/Bibliotekę Polską w Paryżu oraz ARTgalerię.net. Obszerny zbiór reprodukcji rzeźb i obrazów został poprzedzony ciekawą i barwną biografią Biegasa oraz wykazem muzeów i galerii, w których znajdują się jego dzieła. Książka jest czarno-biała, co nadaje ilustracjom jeszcze bardziej rozedrgany, niepokojący wymiar, i trójjęzyczna (polski, angielski, francuski).

Publikacja towarzyszy wystawie Bolesława Biegasa w galerii Muzeum Mazowieckiego w podziemiach Kina Przedwiośnie przy ul. Tumskiej. Jest to największa monograficzna wystawa „Bolesław Biegas – rzeźba i malarstwo”, prezentująca, w ramach jednej stałej ekspozycji muzealnej, rzeźby i obrazy, które do tej pory były rozproszone między muzea i kolekcje prywatne na całym świecie. Wystawa czynna jest do 12 kwietnia 2019 roku.

Tekst: Milena Gurda-Jaroszewska


CMENTARZE I MIEJSCA PAMIĘCI GMINY SŁUPNO

Regionalistom i miłośnikom „małej ojczyzny” zawdzięczamy obszerną pracę na temat nekropolii w gminie Słupno. Duży artykuł otwierający książkę dotyczy cmentarza przykościelnego w Słupnie, po nim następują teksty o pozostałych miejscach pochówku z terenu Słupna. W dalszej części publikacji znajdziemy informacje o cmentarzach ewangelickich z terenu gminy, cmentarzach katolickich w Święcieńcu i Miszewku Strzałkowskim oraz o słupieńskim miejscu zbrodni z 1942 roku, dokonanej przez Niemców. Jest też interesujący artykuł o pozostałościach cmentarza na Kępie Ośnickiej na Wiśle. Piotr Drzewicki, Michał Korwin-Szymanowski, Marek Siwanowicz, Teresa Siwanowicz,  Konrad Jan Waluś,  Jan Henryk Waluś,  Iza Więcek to autorzy publikacji. Wszyscy są członkami Klubu Miłośników Historii i Tradycji Gminy Słupno. We wszystkich artykułach znajdują się fakty interesujące nie tylko dla mieszkańców Słupna i okolic. Każdy z cmentarzy ma swoją historię wypisaną na chylących się ku ziemi i omszałych nagrobkach. Ledwie czytelne są już litery na nagrobku 88-letniej mieszkanki Słupna, która zmarła w 1901 roku i została pochowana na cmentarzu przykościelnym św. Marcina. Była donatorką kościoła. „Echa Płockie i Łomżyńskie” dostrzegły wcześniej, że „szacunek i podziw wzbudziła niewidoma Lewandowska, która z pieniędzy przysyłanych od syna odłożyła 50 rubli i złożyła na odnowienie bocznego ołtarza.” Interesujący jest też  artykuł o tym, jak przykościelny cmentarz pozwala obserwować rozwój i genealogię regionalnych elit – na przykładzie cmentarza w Święcieńcu.

Książka jest bogato ilustrowana i zaopatrzona w indeksy.

Tekst: Milena Gurda-Jaroszewska


NASZYM DZIECIOM

„Naszym dzieciom to kolejna, szósta już, antologia poezji gostynińskiej. Od wydania pierwszej z nich („Kroki ku słońcu” 1996) minęło już ponad 20 lat. Tym razem dedykowana jest dzieciom. Chociaż, jak zapewniają autorki wstępu Jolanta Bigus i Julia Łoś, nie tylko najmłodszym mieszkańcom Gostynina. Na pewno jest w tym ziarno prawdy, gdyż dorośli także znajdą w ponad sześćdziesięciu wierszach zamieszczonych w antologii cząstkę dzieciństwa. Poezja podzielona jest według percepcji i wrażliwości dziecka. Tytuły brzmią tak, jak dzieci odbierają świat: Zagadkowo. Radośnie Zielono, Baśniowo, Jesiennie. Autorki odwołują się do zmysłów dziecka „pies miauczy głośno/kot ciągle szczeka/pokrzywa kuka/kukułka parzy/co też się jeszcze dzisiaj wydarzy? Marianna Chazarkiewicz „Galimatias”

Są też zrozumiałe dla dziecka metafory: „Żółciutkie kaczeńce jak małe kaczuszki przysiadły na łące zamoczyły nóżki” Teresa Wojno, „Kaczeńce”

W ogóle cały tomik jest słoneczny, pełen światła, jakie nieść może tylko poezja. Rodzice spokojnie mogą udać się do wydawcy – Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Jakuba z Gostynina w Gostyninie, aby nabyć tomik i poczytać swoim pociechom.

A na zakończenie Czytelnikom dedykujemy fragment wiersza Grażyny Stasińskiej „Zima albo rozmyślania starego roku”

„Zasypało śniegiem pola,
zasypało śniegiem las.
Przyszła już zimowa pora
w białej szacie witać nas.”

Tekst: Milena Gurda-Jaroszewska


HISTORIA PŁOCKA WIERSZEM

Płocczanin Jan Siemieniako porwał się na rzecz wydawałoby się niemożliwą. Historię Płocka od dziejów pogańskich do lat 70. zamknął w czternastozgłoskowym wierszu o parzystych rymach. Ten poemat o Płocku, inspirowany, czego autor nie ukrywa książką „Dzieje Płocka”,  zawiera wiele faktów historycznych, ale część z nich zostało interesująco obudowanych odautorską fantazją.

„Niżej za wzgórzem zamkowym przy wiślanym brodzie/postawiono dla służby i rybaków podgrodzie./Była tam wędzarnia ryb i szopa dla kaczek, kur,/A przy nim zaczynał się wzniesiony obronny mur.” W podobnym stylu snuje się opowieść przez wieki Płocka, najważniejsze wydarzenia historyczne, zabory, powstania, pierwszą, druga wojnę, czasy PRL – u. Jan Siemieniako z sentymentem podkreśla stołeczność Płocka, wymienia kolejnych władców, w tym oczywiście Bolesława Krzywoustego („Chwała mu za to, że życie spędził w płockim dworze”) drobiazgowo wspomina ważne epizody w dziejach miasta.

Do najbardziej istotnych w czasach nowożytnych zalicza lokalizację Petrochemii. „Wielki przemysł zawitał na podpłockie pola./Miasto się buduje i zwiększa się jego rola.” Przybywa zatem skokowo mieszkańców i nowych budynków. Dla inżynierów z Petrobudowy powstały między innymi restauracja „Kolorowa” i Hotel Orbisu, z sentymentem wspomina Siemieniako.

Na finale autor żałuje, że nie pisał pamiętników „wolne chwile spędzając w kinie”. Może istotnie szkoda. Książka jest namiastką gawędziarskiego talentu  i śmiałym podejściem do tematu, nawet jeśli poloniści mogliby się tu i ówdzie przyczepić.

Tekst: Milena Gurda-Jaroszewska


O Autorze