Dziadek Władek to poruszający zapis relacji dziadka z wnuczką. Władek, płocczanin, znany poeta, legionista, Władysław Broniewski, patron naszej Książnicy, wnuczka – Ewa Zawistowska, córka uwiecznionej w cyklu trenów Anki. Anka była z kolei córką Broniewskiego z pierwszego małżeństwa z Janiną Broniewską. Umarła nagle, w niewyjaśnionych do końca okolicznościach, 1 września 1954 roku. „Dwa tygodnie przed moimi szóstymi urodzinami. Miała 24 lata (do skończenia 25 zabrakło jej czterech miesięcy)”, pisze Ewa Zawistowska we wstępie. Autorka otwiera rodzinny kufer, pełen, jak się okazuje, zawiązanych kokardką listów Broniewskiego do Anki i innych archiwaliów. Uzupełnia te listy swoimi wspomnieniami o dziadku, fotografiami. Broni matki przed zbiorową pamięcią, w której Anka popełnia samobójstwo, bo tak jest bardziej elegancko i pasuje do literackiej legendy.

Jest przekonana, że Joanna Kozicka nie chciała się zabić, miała plany zawodowe –  film „Wisła”, do którego scenariusz napisała wspólnie z ojcem i gaz wydobywał się z kuchenki z uwagi na wadliwą wentylację.  Po prostu zatruła się.  Zapewne córka ma rację. A dziadek Władek cierpiał i pił. Pił i cierpiał. Nikt nie dowie się, czy był szczęśliwy z trzecią żoną Wandą. Ewa Zawistowska uważa, że Wanda manipulowała Broniewskim. Także dlatego napisała Dziadka Władka, dla odkłamania rodzinnej historii. Taki jest podtytuł książki: O Broniewskim, Ance i rodzinie.

Wspomnienia chwytają za serce, ale nie jest to kolejny obraz poety w kapciach tylko dojrzały opis trudnej relacji zarówno ojca z córką, jak i małej wnuczki Ewy, która zagubiona w poetyckim świecie na pytanie dziadka czy lubi poezję, odpowiedziała, że… woli prozę.

Tekst: Milena Gurda-Jaroszewska


NA SZLAKU NIEPODLEGŁOŚCI

Harcerz jest uważny, kocha Ojczyznę, zna jej historię, przeprowadza staruszkę przez jezdnię – taki obraz harcerskiej braci funkcjonuje w polskim społeczeństwie od dawna. I dziś niewiele się zmieniło. W pracy instruktorów z dziećmi i młodzieżą doszły nowe metody, takie jak na przykład drama, ale sens ruchu harcerskiego pozostaje niezmieniony. Harcerstwo to „skauting” plus „niepodległość”, jak ujął to założyciel polskiego harcerstwa Andrzej Małkowski.

Istotnie harcerstwo wyrosło ze skautowskiego ruchu brytyjczyka Roberta Baden-Powella. Jego idee były tematem jednego z referatów podczas konferencji 26 października 2018 roku zorganizowanej przez Hufiec ZHP Płock im. Obrońców Płocka 1920 roku oraz PWSZ w Płocku z okazji stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości i stulecia ZHP.

Hm. Joanna Banasiak, dyrektor Książnicy Płockiej zaprezentowała z kolei „praktyczną” stronę harcerstwa, czyli jak płoccy harcerze teorie wcielali w życie. Była to opowieść o bohaterskim życiu między innymi Tadeusza Jeziorowskiego, który służył Ojczyźnie i w 1920 , i w 1939 roku.

Interesujące były również referaty pokazujące wyniki badań na temat postrzegania przez instruktorów roli i znaczenia harcerstwa w życiu młodego człowieka.

Inspiracją dla obecnych i przyszłych wodzów gromad zuchowych i drużynowych harcerskich w pracy z dziećmi i młodzieżą niech będzie myśl Janusza Korczaka: „Wychowawca, który nie wtłacza, a wyzwala, nie ciągnie, a wznosi, nie ugniata, a kształtuje, nie dyktuje, a uczy, nie żąda, a zapytuje – przeżyje z dzieckiem wiele natchnionych chwil”. Takie słowa, przytoczone przez jednego z referujących, przyświecały  całej konferencji.

Publikacja pokonferencyjna dostępna jest w Czytelni Książnicy Płockiej. Książkę można wypożyczyć do domu.

Tekst: Milena Gurda-Jaroszewska


POCZET KSIĘŻNYCH I KSIĄŻĄT MAZOWIECKICH

Książęta mazowieccy pochodzą z krwi królów Polski”, cytat z Roczników Długosza otwiera książkę Janusza Grabowskiego. Dziedziczną linię Piastów mazowieckich, trwającą do 1526 roku zapoczątkował Konrad I, najmłodszy syn Kazimierza II Sprawiedliwego. Księstwo objął po śmierci ojca, w 1194 roku. „W 1492 roku wymarła płocka linia Piastów mazowieckich na wnukach Siemowita IV: Siemowicie VI i Włodzisławie II. Od tego czasu zaczął postępować powolny proces integracji Mazowsza z Polską, zapoczątkowany w 1462 roku inkorporacją ziemi rawskiej i gostynińskiej do Korony, a w 1476 – ziemi sochaczewskiej”, napisał we wstępie autor. Ziemia płocka do Polski została włączona w 1495 roku. Ostatnim władcą ziemi płockiej był Janusz II, udany strateg, hojny gospodarz, dworzanie zapewne powiedzieliby dziś, że dobry pracodawca. Z zachowanej księgi skarbowej Janusza II wynika, że władca lubił się bawić, sprowadzał z Grecji wino, pijał miód sycący i piwo lokalnych browarów. Szczególnie cenił sierpeckie, kiedyś posłał w 12 koni po 18 beczek piwa (!). Zamawiał sobole futra dla siebie i z kuny – dla dworzan. O popularności i prestiżu, jakim cieszył się Janusz II nie tylko na Mazowszu świadczy fakt, że po śmierci króla Kazimierza Jagiellończyka widziano w nim kandydata do tronu polskiego.

Janusz II zmarł nagle 16 lutego 1495 roku w wieku 40 lat. Źródło krzyżackie poinformowało, że „jednego dnia był żywy, a drugiego już zmarły”.  Taka śmierć, zdaniem autora książki, niekoniecznie musiała być z przyczyn nienaturalnych. Księcia Janusza II pochowano w płockiej Katedrze, tam gdzie wielu innych protoplastów. Był ostatnim Piastem wychowanym w Płocku.

Książka jest znakomicie napisana, pełna ciekawostek. Wyposażona w liczne mapy, drzewa genealogiczne poszczególnych linii piastowskich i oczywiście indeksy.

Tekst: Milena Gurda-Jaroszewska


100 LAT KOŚCIOŁA POD WEZWANIEM TRÓJCY PRZENAJŚWIĘTSZEJ W SIKORZU

Dwudziesty września 1911 roku był bardzo ważnym dniem w życiu parafii św. Barbary w Sikorzu. Ówczesny proboszcz Wojciech Piętka zaprosił parafian na mszę świętą, na którą mężczyźni przynieśli  łopaty  i szpadle. Później wszyscy przy dźwięku dzwonów i Litanii do Wszystkich Świętych procesyjnie udali się na plac budowy nowego, murowanego kościoła. W miejscu ołtarza wkopano w ziemię drewniany krzyż.  Początki nie były łatwe, ale 22 czerwca 1920 roku biskup płocki Antoni Julian Nowowiejski dokonał konsekracji świątyni.

Arkadiusz Kozanecki, płocczanin, nauczyciel wychowania fizycznego, miłośnik swojej małej ojczyzny pisze o tym fakcie w interesującej monografii na 100-lecie kościoła pod wezwaniem Trójcy Przenajświętszej w Sikorzu.

Tytułowa świątynia jest tylko pretekstem do pokazania bogatego historycznego krajobrazu Sikorza i okolicznych wiosek, począwszy od erygowania i oznaczenia terenu parafii. Zanim powstał kościół murowany, w Sikorzu były cztery kościoły drewniane. Drugi i trzeci spłonął, czwarty, najlepiej udokumentowany między innymi dzięki osobie proboszcza Ignacego Smoleńskiego (1816 – 1899), uległ stopniowemu zniszczeniu.

Kozanecki skrupulatnie wylicza majątek poszczególnych kościołów, liturgikę, zabytki, ujmuje w tabeli zawartość ksiąg parafialnych, wspomina także o słynnej drodze krzyżowej prowadzonej wzdłuż lipowej alei.

W   pracy  mowa jest także o parafialnych cmentarzach: zabytkowym i grzebalnym, choć powstałym w 2. poł. XIX wieku. Książka jest obszerna i bogato ilustrowana.

Warto przeczytać!

Tekst: Milena Gurda-Jaroszewska


NIEWYSŁANE LISTY

„Takie piękne róże stoją przede mną. Kupiłam je sobie. Od Ciebie. – „

Tak napisała Franciszka Themerson (z domu Weinles) do męża Stefana 16 kwietnia 1941 roku. Ona była w Wielkiej Brytanii, pracowała dla polskiego Rządu, on we Francji. Zanim Stefanowi udało się przedostać do żony wymieniali między sobą listy, które są świadectwem wielkiego uczucia i troski. Czasem Franciszka zamiast pisać rysowała, czasem Stefan zamiast listów wysyłał poezję.  Dla zabicia czasu i złych myśli, gdy z walki w Wojsku Polskim nic nie wyszło, Themerson pisał we Francji dziennik, małe dzieło literackie. Obok skrupulatnego opisu wydatków zawiera refleksje o niehonorowej organizacji świata. Jest też wyrazem wielkiej miłości do żony i troski o bliskich. Czasem Themerson pozwala sobie na złośliwe komentarze pod adresem towarzyszy ze schroniska PCK we Francji. Jego kierownikiem był wówczas późniejszy przewodniczący Rady Państwa w PRL Henryk Jabłoński.

W korespondencji Themersonów jest coś magicznego, dla dwojga kochających się ludzi istnieje mały intymny świat poza okupowaną Europą. To Franciszka wydaje się być silniejsza psychicznie. W ogóle ta książka przypomina mi dzienniki Jeleny i Michała Bułhakowów, równie słynnej pary otoczonej literaturą. Dziennik pisała właściwie Jelena i to ona zadbała o spuściznę męża, przeżywszy go o ponad 20 lat. Jedni i drudzy, o wielkim talencie, postawieni w sytuacji opresyjnej są niczym Mistrz i Małgorzata z wielkiej powieści Bułhakowa.

Zarówno listy, jak i rysunki i dziennik znajdziemy w książce „Niewysłane listy” (koncepcja całości i komentarze Jasia Reichardt),  starannie wydanej przez Fundację Terytoria Książki i Żydowski Instytut Historyczny.

Tekst: Milena Gurda-Jaroszewska

O Autorze