Ładowanie Wydarzenia
  • To event minęło.

Broniewski w anegdocie

10 lutego 2021 - 12 lutego 2021

 

JAK TO Z HYMNEM BYŁO

Że Broniewski był pupilkiem komunistycznej władzy, wiemy wszyscy. A jak to z hymnem było? Podobno na przyjęciu w ambasadzie Czechosłowacji Bolesław Bierut zaproponował Broniewskiemu napisanie nowego polskiego hymnu. Maria Dąbrowska zanotowała, że poeta miał odmówić słowami: „to tak, jakbym orłowi polskiemu urwał głowę”. To samo zdarzenie różnie zostało zapamiętane. Według Marka Hłaski Broniewski wysłał Bieruta do „wszystkich diabłów”. Niektórzy zaś twierdzą, że poeta po chwili podał Bierutowi kartkę ze słowami: „Jeszcze Polska nie zginęła…”.

VIRTUTI MILITARI

Był odważnym żołnierzem, czterokrotnie odznaczonym Krzyżem Walecznych. W 1920 roku podczas walk o Drohiczyn dostał również Virtuti Militari. Poderwał swoją kompanię do walki, zdobył zajęte przez nieprzyjaciela wzgórza i tym samym doprowadził do zwycięstwa. Sam poeta po latach opowiadał Wojciechowi Żukrowskiemu nieco mniej heroiczną wersję tych zdarzeń. Broniewski z kompanią spędzał wieczór na zakrapianej kolacji na jakiejś plebani, kiedy Kozacy zaczęli ostrzeliwać ich ze wzgórza. Podporucznik ledwo trzymał się na nogach i kazał się wieźć w kierunku wroga taczką. Żołnierze zaczęli wołać: „Broniewski”, co brzmiało jak „broniewik”, czyli auto pancerne. To miało odstraszyć Rosjan. Jak było naprawdę?

LUKSUS W ARESZCIE

W 1931 roku Broniewski został wraz z innymi redaktorami „Miesięcznika Literackiego” (nieoficjalnego organu Komunistycznej Partii Polski) aresztowany. W więzieniu spędził kilka miesięcy i choć brak swobody był bardzo dokuczliwy („Był jak zwierzę, jak lew w klatce” – wspominał Aleksander Wat), to warunki były niezłe. Któregoś dnia aresztanci otrzymali (podobno od samego pułkownika Wieniawy) kosz z delikatesami (wódka, wędzony łosoś, kawior…).

ŁATA

Po wojnie Broniewskiemu powodziło się lepiej niż dobrze. Dostał przecież od państwa willę na Mokotowie, miał telefon, samochód z kierowcą… Ale nie zawsze tak było. W początkach małżeństwa z pierwszą żoną Janiną pieniędzy brakowało nieustannie. Musiało być biednie, a dowodzi tego fakt, że jedyne jasne spodnie poety ratować trzeba było, wszywając na siedzeniu łatę. Żeby nie odróżniała się zbyt od reszty, żona podkolorowała ją nieco pastelami. Takie to były czasy.

KARCER

Drugie aresztowanie w życiu Broniewskiego miało zgoła inny przebieg. W styczniu 1940 roku został aresztowany we Lwowie i trafił do więzienia NKWD (po pół roku przewieziono go do Moskwy, na Łubiankę, zwolniono na mocy amnestii w sierpniu 1941). Za karę wraz a Aleksandrem Watem trafili do karceru. Każdy z nich trafił do osobnej celi w piwnicy, z wąską pryczą i wybitą szybą (za oknem siarczysty mróz). Według relacji Wata Broniewski chodził od ściany do ściany żołnierskim krokiem i śpiewał legionowe pieśni. Przez pięć dni. „Nie widziałem lepszej, godniejszej postawy niż ta, którą miał wtedy Broniewski” – wspominał Wat.

5 DNI – 500 KILOMETRÓW

W momencie wybuchu drugiej wojny światowej Broniewski miał 42 lata. Ten stary żołnierz spodziewał się oczywiście natychmiastowego przydziału do wojska. Wyciągnął z szafy mundur (na widok Broniewskiego w mundurze ojciec Marii Zarębińskiej, który dotychczas widział w nim przede wszystkim komunistę, miał powiedzieć: „To jednak prawdziwy Polak”) i nie czekając, wsiadł na rower. Aby dotrzeć do swojego pułku, przebył w ciągu pięciu dni 500 kilometrów. Na rowerze przejechał trasę Warszawa-Lublin-Lwów-Tarnopol. Niestety bić się nie zdążył. Do Polski wkroczyła Armia Czerwona, a Broniewski został we Lwowie na dłużej.

PREZES KULI ZIEMSKIEJ

Lata drugiej wojny światowej spędził Broniewski jako „captain of Polish Forces” w armii Andersa w dużej mierze na Bliskim Wschodzie. Przedstawiał się wtedy nieznajomym, których podejrzewał o choć odrobinę poczucia humoru, słowami: „Broniewski jestem. Polak, katolik i alkoholik”. Podobno rozdawał wówczas również wizytówki z napisem: „Władysław Broniewski – Prezes Kuli Ziemskiej – prosi WPana na wódkę”.

SPORTOWIEC MIMO WOLI

Władysław Broniewski słynął z zamiłowania do wszelkich sportów i doskonałej kondycji fizycznej. Trudno w to może uwierzyć, patrząc na zdjęcia starszego pana z nieodłącznym papierosem. Tymczasem młodsi od niego o całe pokolenie poeci wspominają, jak wyzywał ich na siłowanie się na rękę albo proponował zawody, kto stanie na rękach, opierając się jedynie na krawędzi stołu. Zawsze wygrywał. Józef Prutkowski, który w 1950 roku przygotowywał literatów do meczu z aktorami wspomina trening, na który spóźniony Broniewski przyjechał rowerem, zagrał w ataku, a gdy już wszyscy, dużo młodsi, ciężko dyszeli, wskoczył lekko na rower i odjechał. Bohdan Drozdowski pamiętał natomiast, jak podczas wizyty w ZSRR poeta postanowił popływać w Morzu Czarnym. Przydzieleni mu do ochrony Gruzini rzucili się za nim, ale po kilometrze „odpadli” i zawrócili. Broniewski wyszedł po jakimś czasie z wody zadowolony i odprężony. A było to na dwa lata przed śmiercią.

WIERSZE NA TELEFON

Pod koniec życia Broniewski zadręczał przyjaciół i znajomych telefonami o najdziwniejszych porach, zwykle w środku nocy. Czytał im wówczas swoje wiersze. Jedni słuchali cierpliwie, inni nie odbierali, a jeszcze inni próbowali dać mu do zrozumienia, że nie życzą sobie tych nocnych seansów. Pewniej nocy zaproponował Antoniemu Słonimskiemu, że przeczyta nie swój, ale jego wiersz. Słonimski nie zgodził się, argumentując: „Bo ty przeczytasz jeden mój, a potem dziesięć swoich”.

MIASTO RODZINNE

W Płocku Broniewski spędził pierwszych kilkanaście lat swojego życia. Po pierwszej wojnie światowej, na którą wyruszył z płockiej przystani, już nigdy w rodzinnym mieście nie mieszkał. Na stałe osiadł w Warszawie. Ale do Płocka przyjeżdżał i przywoził tu tych, których kochał. Był w tym mieście rozpoznawany, wyczekiwany, hołubiony. Franciszek Dorobek pamięta, jak kiedyś kazał wiozącemu go kierowcy zatrzymać się na moście. Chciał popatrzeć na Wisłę i Tumy. Kiedy szofer protestował, mówiąc, że na moście nie wolno się zatrzymywać, usłyszał: „Mnie w tym mieście wszystko wolno”.

 

Opracowano na podstawie:

Mariusz Urbanek, Broniewski. Miłość, wódka, polityka, Warszawa 2011

„Ja jestem kamień”. Wspomnienia o Władysławie Broniewskim, oprac. Mariola Pryzwan, Warszawa 2002

 

 

 

 

Szczegóły

Start:
10 lutego 2021
Koniec:
12 lutego 2021

Książnica Płocka im. Władysława Broniewskiego

realizacja: geotechnology.pl
Moja e-bibliotek@ liderem informatyzacji na Mazowszu

Projekt jest realizowany w ramach programu 2.1 E-usługi, Poddziałanie 2.1.1 E-usługi dla Mazowsza, typ projektów Informatyzacja bibliotek, w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Mazowieckiego 2014-2020.

Skip to content