BEGIN:VCALENDAR
VERSION:2.0
PRODID:-//Książnica Płocka im. Władysława Broniewskiego - ECPv4.9.10//NONSGML v1.0//EN
CALSCALE:GREGORIAN
METHOD:PUBLISH
X-WR-CALNAME:Książnica Płocka im. Władysława Broniewskiego
X-ORIGINAL-URL:https://ksiaznicaplocka.pl
X-WR-CALDESC:Events for Książnica Płocka im. Władysława Broniewskiego
BEGIN:VTIMEZONE
TZID:Europe/Warsaw
BEGIN:DAYLIGHT
TZOFFSETFROM:+0100
TZOFFSETTO:+0200
TZNAME:CEST
DTSTART:20210328T010000
END:DAYLIGHT
BEGIN:STANDARD
TZOFFSETFROM:+0200
TZOFFSETTO:+0100
TZNAME:CET
DTSTART:20211031T010000
END:STANDARD
END:VTIMEZONE
BEGIN:VEVENT
DTSTART;VALUE=DATE:20210122
DTEND;VALUE=DATE:20210130
DTSTAMP:20260721T014353
CREATED:20210122T105921Z
LAST-MODIFIED:20210216T180902Z
UID:13731-1611273600-1611964799@ksiaznicaplocka.pl
SUMMARY:Patron 2021 roku
DESCRIPTION: \n22 stycznia 1921 roku urodził się Krzysztof Kamil Baczyński. Poeta. Powstaniec. Żołnierz. Młody chłopak z pokolenia Kolumbów\, któremu nie dane było długie i szczęśliwe życie. Legenda.\nSejm RP ustanowił Baczyńskiego jednym z patronów 2021 roku. Przypominamy wybrane utwory i fakty z życiorysu poety. \n \nKrzysztof Kamil Baczyński urodził się w Warszawie (w kamienicy pod adresem Bagatela 10) jako późne dziecko Stefanii i Stanisława Baczyńskich. Drugie imię otrzymał prawdopodobnie po zmarłej niedługo po urodzeniu siostrze Kamili\, a nie\, jak twierdzą niektórzy\, na pamiątkę Cypriana Kamila Norwida. Przyznajmy jednak\, że imię po Norwidzie byłoby prawdziwą przepowiednią…\nBył dzieckiem “szalenie uczuciowym\, nerwowym i kapryśnym” – tak wspominała go dawna nauczycielka. Matka była niewątpliwie przewrażliwiona na punkcie jedynaka\, tym bardziej\, że często chorował. Po rozstaniu z mężem wychowywała syna sama. Czy Krzysztof miał szczęśliwe dzieciństwo? Zapewne\, pisał przecież tak:\n \n\n\n“Westchnienie“\n \n\n\nDeszczu srebrne gałązki rosną\njak gotyckich krużganków motyl\,\nptaki dzwonki zielone niosą\nna przejrzystych wstążeczkach lotu.\n \n\n\nJeden uśmiech dziecinnych lądów\nbłękitniejszy mi jest niż woda\,\nbo mnie żłobi niedobra mądrość\,\nbo się kończy nieżywa młodość.\n \n\n\nKurant jeszcze z pnącej się wieży\,\nwzgórz zielonych faluje dywan\ni poznaję miasto w obłokach\,\nnie wiem tylko\, jak się nazywa.\n \n\n\nZ tych wysokich przelotów we śnie\nludzie mali byli jak kwiaty.\nPrzebudzone o śmierć za wcześnie\,\no\, rzeźbione w kolorach światy!\n \n\n\nNorymbergi\, o Awiniony\,\nrączką dziecka rzeźbione w ciszy\,\njeszcze sobie szum wasz przypomnę\,\nbo za rok już go nie usłyszę.\n\n\n \n\n______________________________________________\n \n\nRodzina.\nOjciec Krzysztofa Stanisław Baczyński – pisarz\, przed I wojną piłsudczyk i legionista\, po wojnie działacz socjalistyczny\, miał zapewne wpływ na poglądy syna. Krzysztof był członkiem socjalistycznych organizacji młodzieżowych „Spartakus” i „Płomienie”. Podobno w czasie wojny jego postawa zaczęła się zmieniać\, kiedy dostrzegł zagrożenia\, jakie niósł ze sobą komunizm.\nMatka Krzysztofa to Stefania z domu Zieleńczyk\, nauczycielka metodyki\, pochodziła z zasymilowanej rodziny żydowskiej. Krzysztof był świadom swojego żydowskiego pochodzenia. Matka jego była jednak bardzo żarliwą katoliczką\, a on sam został ochrzczony. W latach 30. trzymał się z dala od nacjonalistycznej młodzieży\, choć sam raczej nie doświadczał przejawów antysemityzmu. Rzadko pamiętano o jego pochodzeniu. Po wybuchu wojny Baczyńscy razem z bratem matki prof. Zieleńczykiem zdecydowali się nie przenosić do getta i pozostać po aryjskiej stronie. Profesor i jego rodzina zginęli rozstrzelani przez Niemców.\nOjciec umarł w 1939\, niedługo po maturze Krzysztofa. Matka przeżyła syna (zm. 1953) i po wojnie opiekowała się jego poetycką spuścizną.\n \n„Rodzicom”\n\n \n\n\nA otóż i macie wszystko.\nByłem jak lipy szelest\,\nna imię mi było Krzysztof\,\ni jeszcze ciało — to tak niewiele.\n \n\n\nI po kolana brodząc w blasku\nja miałem jak święty przenosić Pana\nprzez rzekę zwierząt\, ludzi\, piasku\nw ziemi brnąc po kolana.\n \n\n\nPo co imię takie dziecinie?\nPo co matko taki skrzydeł pokrój?\nTaka walka\, ojcze\, po co — takiej winie?\nOd łez ziemi krwawo mi\, mokro.\n \n\n\nMyślałaś\, matko: — on uniesie\, \non nazwie\, co boli\, wytłumaczy\,\npodźwignie\, co upadło we mnie\, kwiecie\n— mówiłaś — rozkwitaj ogniem znaczeń.\n \n\n\nOjcze na wojnie twardo.\nMówiłeś pragnąc\, za ziemię cierpiąc:\n— nie poznasz człowieczej pogardy\,\nudźwigniesz sławę ciężką.\n \n\n\nI po cóż wiara taka dziecinie\,\npo cóż dzieciństwo jak płomieni dom.\nZanim dwadzieścia lat minie\numrze mu życie w złocieniach rąk.\n \n\n\nA po cóż myśl taka jak sosna\nza wysoko głowica\, kiedy pień tną\,\nA droga jakże prosta\,\ngdy serce niezdarne — proch.\n \n\n\nNie umiem\, matko\, nazwać\, nazbyt boli\,\nnazbyt mocno śmierć uderza zewsząd.\nMiłość\, matko — już nie wiem czy jest.\nNozdrza rozdęte z daleka Boga wietrzą.\nMiłość — cóż zrodzi — nienawiść\, struny łez.\n \n\n\nOjcze\, broń dźwigam pod kurtką\,\npo nocach ciemno — walczę\, wiary więdną.\nOjcze — jak tobie — prócz wolności może i dzieło\,\nmoże i wszystko jedno.\n \n\n\nDzień\, czy noc — matko\, ojcze — jeszcze ustoję\nw trzaskawicach palb ja żołnierz\, poeta\, czasu kurz.\npójdę dalej — to od was mam: — śmierci się nie boję\,\ndalej niosąc naręcza pragnień jak spalonych róż.\n \n30 VII 1943\n__________________________________________________\n\n\n\n \nSzkoła.\nPaństwowe Gimnazjum im. Stefana Batorego w Warszawie to szkoła Alka\, Rudego\, Zośki i Anody. Już przed wojną było szkołą elitarną\, do której zdawać należało trudny egzamin. Krzysztof nie był wyróżniającym się uczniem. Nie rozpoznano w nim przyszłego poety. Zawsze dużo malował i rysował.\nLata 30. to czasy beztroskiego jeszcze życia. Szkolne przyjaźnie (choć nieliczne)\, pierwsze miłości (raczej liczne)\, wakacyjne podróże (Genewa\, Dalmacja). Z tego czasu (1938) pochodzi “Piosenka” pełna zachwytu nad pięknem świata.\n\n \n\n\nZnów wędrujemy ciepłym krajem\,\nmalachitową łąką morza.\nPtaki powrotne umierają\nwśród pomarańczy na rozdrożach.\n \n\n\nNa fioletowoszarych łąkach\nniebo rozpina płynność arkad.\nPejzaż w powieki miękko wsiąka\,\nzakrzepła sól na nagich wargach.\n \n\n\nA wieczorami w prądach zatok\nnoc liże morze słodką grzywą.\nJak miękkie gruszki brzmieje lato\nwiatrem sparzone jak pokrzywą.\n \n\n\nPrzed fontannami perłowymi\nnoc winogrona gwiazd rozdaje.\nZnów wędrujemy ciepłą ziemią\,\nznów wędrujemy ciepłym krajem.\n \n\n\n\nGimnazjum Batorego\, źródło: Wikipedia\n \n______________________________________________\n \n\nPoeta. Żołnierz.\nPisał już w gimnazjum. Publikował od 1940 roku pod pseudonimem Jan Bugaj. Mimo młodego wieku był ceniony w środowisku literackim. Pochlebnie wyrażali się o nim Iwaszkiewicz i Andrzejewski. Podobno Miłosz powiedział kiedyś do Krzysztofa: „Ty chyba będziesz większy ode mnie”\, a ten odpowiedział: „Ja już jestem większy od ciebie”. Nawet jeśli to tylko anegdota\, to prawdą w niej jest fakt\, że Baczyński był pewny siebie i wartości swojej poezji.\nW 1943 roku wstąpił do Grup Szturmowych Szarych Szeregów. Ukończył konspiracyjną Szkołę Podchorążych Rezerwy Piechoty „Agricola” w stopniu starszego strzelca. Pełnił obowiązki zastępcy dowódcy III plutonu 3. kompanii batalionu „Parasol”.\nCzy poeta powinien być żołnierzem? Niełatwo znaleźć na takie pytanie odpowiedź.\n\n \n\n\n„Z głową na karabinie”\n \nNocą słyszę\, jak coraz bardziej\ndrżąc i grając krąg się zaciska.\nA mnie przecież zdrój rzeźbił chyży\,\nwyhuśtała mnie chmur kołyska.\n \n\n\nA mnie przecież wody szerokie\nna dźwigarach swych niosły płatki\nbzu dzikiego: bujne obłoki\nbyły dla mnie jak uśmiech matki.\n \n\n\nKrąg powolny dzień czy noc krąży\,\nostrzem świszcząc tnie już przy ustach\,\na mnie przecież tak jak i innym\nziemia rosła tęga – nie pusta.\n \n\n\nI mnie przecież jak dymu laska\nwytryskała gołębia młodość;\nteraz na dnie śmierci wyrastam\nja – syn dziki mego narodu.\n \n\n\nKrąg jak nożem z wolna rozcina\,\nprzetnie światło zanim dzień minie\,\na ja prześpię czas wielkiej rzeźby\nz głową ciężką na karabinie.\n \n\n\nObskoczony przez zdarzeń zamęt\,\nkręgiem ostrym rozdarty na pół\,\ngłowę rzucę pod wiatr jak granat\,\npiersi zgniecie czas czarną łapą;\n \n\n\nbo to była życia zuchwałość\,\na odwaga – gdy śmiercią niosło.\nUmrzeć przyjdzie gdy się kochało\nwielkie sprawy głupią miłością.\n\n\n \n\nOkładka konspiracyjnego tomu wierszy. Źródło: POLONA\n_______________________________________________\n \n\n\n \nMiłość. Śmierć.\nNie była pierwszą miłością Baczyńskiego. Ale za to zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia. Z wzajemnością. Od razu chcieli się pobrać\, ale do ślubu doszło „dopiero” po roku znajomości. Barbara Drapczyńska została żoną poety 3 czerwca 1942 roku. On miał 22 lata\, ona 19. Uważali\, że nie ma na co czekać…\nByli małżeństwem przez 26 miesięcy. Krzysztof zginął w czwartym dniu powstania przy Placu Teatralnym w Pałacu Blanka. Barbara została ranna 24 sierpnia\, zmarła 1 września 1944 roku. Prawdopodobnie nie wiedziała o śmierci męża.\n\n\n \n„Erotyk” dedykowany „mojej najdroższej Basi”:\n\n\n \nW potoku włosów twoich\, w rzece ust\nkniei jak wieczór – ciemnej\nwołanie nadaremne\,\ndaremny plusk.\nJeszcze w mroku owinę\, tak jeszcze róża nocy\ni mienie świat gałązka\, strzępem albo gestem\,\npotem niemo się stoczy\,\nsmuga przejdzie przez oczy\ni powiem: nie będąc – jestem.\nJeszcze tak w ciebie płynąc\, niosąc cię tak odbitą\nw źrenicach lub u powiek zawisłą jak łzę\,\nusłyszę w tobie morze delfinem srebrnie ryte\,\nw muszli twojego ciała szumiące snem.\nAlbo w gaju\, gdzie jesteś\nbrzozą\, białym powietrzem\ni mlekiem dnia\,\nbarbarzyńcą ogromnym\,\ntysiąc wieków dźwigając\ntrysnę szumem bugaju\nw gałęziach twoich – ptak.\n\n\nTomik wierszy z dedykacją „Mojej najdroższej Basieńce w dniu naszego ślubu. \nKrzysztof. dn. 3 VI 1942. Źródło: POLONA\n\n
URL:https://ksiaznicaplocka.pl/wydarzenia/patron-2021-roku/
END:VEVENT
END:VCALENDAR